Strony

poniedziałek, 14 października 2013

Drugi

~Louis


      Ogień wzbijał się powoli w górę, ledwo widoczny na tle porannego nieba. Iskry rozpryskiwały się dookoła, spadały na moje policzki i dłonie, pozostawiając małe czerwone ślady. Mimo płomieni, które parzyły moją twarz i kolana, zimny wiatr od strony morza przewiewał mnie, wdzierał się pod koszulkę, aż cały się trząsłem.
     Z tyłu dobiegły mnie krzyki i śmiech. Któraś laska pisnęła, a ja po chwili poczułem odór wymiocin zmieszanych z alkoholem. Ktoś upadł, ktoś przeklął. Usłyszałem swoje imię i chichoty, jakby to był najlepszy żart ostatniego dnia.
     Bałem się tam iść. Bałem się, że gdy tylko spojrzą mi w oczy, wszystko się wyda. Miałem wrażenie, jakby słowo "pedał" było wyryte na moim czole. Chciałem w tamtym momencie tylko uciec stamtąd i zaszyć się gdzieś, gdzie mógłbym w spokoju ryczeć i być sam. Nie słyszeć śmiechów. Chyba rzeczywiście jestem frajerem.
     Gej. Słowo to odbijało mi się głowie, prześlizgiwało przez całe ciało. Było jak tatuaż, jak znamię. Nie prosiłem o nie. Ale nie mogłem go zmyć. Uwierzcie, próbowałem. Próbowałem je wyciąć, wypalić, wymyć, zapomnieć o nim. Jednak to weszło we mnie, wsiąknęło tak głęboko i nie było sposobu, by to wyplenić. Czułem się brudny. Jakby to była moja wina, może zrobiłem coś złego? Tyle razy próbowałem się nawrócić, że aż zrobiły mi się obtarcia.
     - Czym ty się martwisz? - usłyszałem koło siebie.
     Zayn, mój całkiem dobry kolega, wpół leżał na drzewie przewróconym tu przez nas i zamienionym w ławkę. Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia.
     - Niczym - odpowiedziałem, nie patrząc mu w oczy. - Co palisz? - spytałem, wskazując na skręta, którego trzymał w dłoni.
     Obejrzał go ze wszystkich stron, powąchał i przygniótł, a potem wzruszył ramionami.
     - Nie wiem - przyznał, znowu zerkając na mnie.
     Zacząłem wyrywać nitkę ze ściągacza, by nie wyglądać na zamyślonego. Sięgnąłem po piwo, ale gdy to zrobiłem, Zayn złapał mnie mocno za nadgarstek i szarpnął.
     - Co ty robisz? - spytałem, a on pociągnął moją rękę mocniej.
     Spadłem na ziemię, a on rzucił się na mnie. Chciałem go z siebie zdjąć, ale przygniótł mnie swoim ciałem. Zrobiliśmy kilka obrotów na piasku, w pewnym momencie Zayn zdołał unieruchomić mi ręce i nogi. Szarpałem się jeszcze, a wtedy on powiedział:
     - Podnieca cię to?
     Znieruchomiałem. Na chwilę przestałem oddychać, serce zaczęło walić mi w piersi, spanikowałem.
     - Puść mnie! - podniosłem głos, z całej siły próbując pozbyć się go z siebie. Kopnąłem go w brzuch, ale tylko się skrzywił. - Pierdol się! - wrzasnąłem.
     Bawił się ze mną jak z dzieckiem. Czegokolwiek bym nie zrobił, on mnie blokował. Miałem już dość, przestałem się wyrywać. Chciałem zniknąć.
     Zayn rozluźnił uścisk, otwierając usta, by coś powiedzieć, a ja wykorzystałem tę okazję i zepchnąłem go z siebie. Natychmiast wstałem, o mało nie upadając, z szalejącym oddechem zgarnąłem swoje rzeczy, a potem puściłem się biegiem w stronę lasu, bojąc się, że jeśli tylko się odwrócę, zauważę Zayna szepczącego reszcie, kim jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz