~Harry
Stojąc pod prysznicem i odkręcając mocny strumień wody, starałem się nie myśleć o niczym. Naprawdę próbowałem. Ale moje myśli wirowały, przepychały się wzajemnie, jakby chciały mnie przekonać, która z nich jest ważniejsza. Zamknąłem oczy i skupiłem się na tym, aby myśleć o czymś przyziemnym. Zacząłem powtarzać w głowie podstawowe wzory chemiczne.
Problem polegał na tym, że właściwie żadnego nie pamiętałem. I im bardziej starałem je sobie przypomnieć, tym gorzej mi to szło, zaś myśli, których chciałem się pozbyć najbardziej, nagle zaatakowały mnie jeszcze silniej. Oparłem się o ścianę i pozwoliłem wodzie spływać po mnie gorącym nurtem.
Znowu wczoraj przyszedł. Śmierdziało od niego wódą, śmierdziało od niego brudnym ciałem i perfumami dziwek. Wpakował się do naszego domu, jakby nadal miał do tego prawo. Po raz kolejny musiałem patrzeć jak ubliża mojej matce, jak ją uderza i jak każe dać pieniądze. Zabrałem moją młodszą siostrę do drugiego pokoju i próbowałem zakłócić jego przekleństwa, jego bluźnierstwo i wyzwiska. Słuchałem, jak matka krzyczy, jak kłóci się z nim, i jak w końcu poddaje się i daje mu pieniądze. Jak potem siada i płacze. Słyszałem jak na odchodnym on pyta matki, czy ich syn nadal jest pedałem. A ja siedziałem w drugim pokoju, pilnując Cassie, jak tchórz, którym jestem. Czekając, aż wyjdzie.
Zatrząsłem się, ukryłem twarz w dłoniach. Frajer, ciota, nieudacznik, lamus. Oto słowa, które mnie określały. Nie potrafiłem nawet postawić się ojcu, kiedy poniewierał moją matką. Nienawidzę się za to. Obaj powinniśmy umrzeć, jesteśmy siebie warci.
- Harry! Szybciej, też potrzebuję łazienki! - usłyszałem przytłumiony przez prysznic i ściany głos matki.
Odetchnąłem głęboko, by mój głos nie brzmiał nienaturalnie.
- Już wychodzę! - odkrzyknąłem.
W minutę umyłem się i spłukałem, potem wyszedłem spod prysznica, o mało nie zabijając się na śliskiej podłodze. Sięgnąłem po ręcznik i oplotłem go wokół bioder. Przeczesałem włosy, umyłem zęby i wyczyściłem uszy.
- Harry!
Wyrzuciłem patyczki do kosza i wyszedłem z łazienki. Mama stała ze skrzyżowanymi rękoma pod drzwiami.
- Proszę - powiedziałem z naciskiem.
- Bardzo dziękuję - odparła tym samym tonem.
Minąłem ją i skierowałem się do kuchni. Cassie siedziała tam, skubiąc łyżką w papce. Na mój widok uśmiechnęła się, pokazując niepełną kolekcję zębów. Cała ubabrana była jedzeniem.
Podszedłem do lodówki, uchyliłem drzwiczki i wyjąłem jabłko. Oparłem się o blat, obserwując Cassie. Rozchlapała papkę dookoła siebie, jakby taplała się w błocie. Kiedyś uważałem to za słodkie, ale od kiedy musiałem za każdym razem po niej sprzątać, zmieniłem zdanie.
- Harry? - usłyszałem dobiegający zza ściany głos matki.
- Tak? - spytałem, gryząc jabłko.
Minęła chwila, zanim pojawiła się w progu. Minę miała przygnębioną, jakby doznała przed chwilą okropnego zawodu. W ręku trzymała jakieś czasopismo, rękę wyciągnęła przed siebie, jakby się go brzydziła.
- Co to? - zapytałem.
- To ja się pytam, co to jest? - spojrzała na mnie karcąco.
Podeszła i rzuciła czasopismo na blat koło mnie. Odłożyłem owoc i sięgnąłem po nie. W środku roiło się od półnagich, albo nawet całkiem nagich, zdjęć mężczyzn. Pamiętałem tą gazetę. Sam kupiłem ją jakoś dwa tygodnie temu.
- I co w związku z tym? - popatrzyłem na matkę.
Obdarzyła mnie tak żałosnym, tak współczującym spojrzeniem, że chciało mi się wymiotować.
- Harry... Harry ja rozumiem, że ty... lubisz, lubisz chłopców... że jesteś gejem... - zaczęła.
- Nie jestem gejem, mamo. Jestem biseksualny.
Spojrzała mi w oczy, a ja zrozumiałem, że dla niej i tak jestem brudny.
- Myślałem, że to akceptujesz - wyrzuciłem.
- Bo akceptuję! - wykrzyczała zbyt szybko i zbyt donośnie. - Tylko, Harry... Nie chciałabym, aby takie rzeczy były w moim domu...
Odsunąłem się od niej natychmiastowo.
- Słucham? - popatrzyłem na nią jak na idiotkę. - Gdyby to był pornol z babami, pewnie nie miałabyś nic przeciwko, co? - powiedziałem, machając jej przed nosem gazetą. - Mówisz, że akceptujesz to, że jestem biseksualny, ale wiesz mamo, to wiąże się też z tym, że podniecają mnie chłopcy. Niespodzianka.
Zaniemówiła, cofnęła się odrobinę. Nie rozumiałem, co ona sobie myślała. Uważała, że nadal będę myślał tylko o dziewczynach, że nic się nie zmieniło? Jasne, laski wciąż wywoływały u mnie orgazm, ale nie wymyśliłem sobie biseksualizmu - faceci to również moja bajka.
- Harry... - wyciągnęła do mnie dłoń.
- Nie dotykaj mnie - burknąłem, odsuwając jej rękę i szybkim krokiem skierowałem się do wyjścia.
- Po prostu myślałam, że ci przeszło! - krzyknęła za mną.
Zatrzymałem się wpół korku.
- Przeszło? Czy ty siebie słyszysz? Co mi miało przejść? Przykro mi mamo, ale nie zapowiada się na to, aby mi przeszło.
- A Jenna? Przecież to twoja była dziewczyna - powiedziała, naciskając na ostatnie słowo. - Oszukiwałeś ją?
Zamrugałem.
- Mamo, już ci mówiłem. Jestem bi. Lubię i chłopaków, i dziewczyny. Lubiłem Jenne naprawdę.
Chwila ciszy, która potem nastąpiła, była przytłaczająca. Stałem w progu między kuchnią a schodami, patrząc na zgarbioną koło lodówki matkę, podczas gdy Cassie wyrzucała z talerza kolejne porcje jedzenia. A potem moja matka przegrała u mnie wszystko. Powiedziała:
- Chciałam tylko, żebyś był normalnym chłopcem...
Zszokowany stałem tam może sekundę dłużej, a następnie odwróciłem się i jakby mi ktoś podpalał stopy, wbiegłem do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Łzy wzbierały w moich oczach. Jak mogła? Jak mogła coś takiego powiedzieć? Jak mogła tak w ogóle myśleć?
Zgarnąłem z podłogi zmiętą koszulę i sprane jeansy, z szafki wyjąłem bieliznę. Ubierałem się, drżąc na całym ciele i co chwilę musząc wycierać skapujące po policzkach ciepłe łzy. Nie mogła się powstrzymać? Naprawdę musiała to mówić? Wiem, że nie jestem normalny, nie jestem jak większość typowych chłopaków uganiających się za lafiryndami i mogących bez przeszkód garnąć się do bójki z kumplami, nie słysząc tekstów, że zaraz kogoś złapią za fiuta. Ale jej ufałem. Nie sądziłem, że ma o mnie takie zdanie.
Nienormalny, nienormalny, nienormalny. Słowa te brzęczały mi w głowie tak donośnie, że miałem ochotę walnąć nią o coś ceglanego i rozbić na dziesiątki kawałków.
Zbiegłem po schodach do kuchni, minąłem bez słowa matkę, przeszedłem do przedpokoju i zgarnąłem kurtkę. Zignorowałem, gdy krzyknęła moje imię, zignorowałem, gdy zaczęła mnie przepraszać. To już nie miało znaczenia.
Wybiegłem z domu, czując się, jakbym uciekał z piekła.
Mam nadzieję, że nie było to bardzo kiepskie.
Miło mi będzie, jeśli pozostawi tu ktoś swój komentarz, to naprawdę miłe :)
strugi deszczu, które nazwe moimi łzami spływają wzdłuż moich policzków.
OdpowiedzUsuńnietolerancyjność to chyba największy problem dzisiejszego społeczeństwa, jednak wiem, że Hazz sobie poradzi, musi być silny. @siusiak_